Nie panikuję, ale boję się rzeczywistości po epidemii koronawirusa. A Ty?

Taki Lajf
koronawirus w polsce

Jestem twardo stąpającą po ziemi realistką. Dlatego ani nie panikuję, ani nie bagatelizuję koronawirusa. Obserwuję to co się dzieje i staram się dostosować do obowiązującej sytuacji.

Pamiętam, jak ogłosili że w Chinach jest epidemia koronawirusa. Wtedy pewnie jak spora liczba ludzi pomyślałam sobie że „znowu… u nich coś się dzieje” i tyle. W końcu przeżyli i SARS i świńskie grypy, ptasie i pewnie dużo innych wirusów. Potem w sieci pojawiały się memy z ludźmi jedzącymi kąpiące się w zupie nietoperze i  „przezabawne” heheszki.

A potem nagle zrobiło się dziwnie…

Na warszawskie ferie pojechałam w Dolomity do Włoch. W polskiej prasie zero informacji o tym, że w tym kraju pojawiły się przypadki koronawirusa. W telewizji słuchaliśmy włoskiej stacji muzycznej i dziwiliśmy się że cały czas mówią o wirusie, bo tylko tyle wyłapywaliśmy.

A potem nagle dzień przed wyjazdem, na aplikacji Squid prawie każdy artykuł był o epidemii we Włoszech. Chwała bogu, że w tym regionie nie było ani jednego przypadku, a czas po przyjeździe pokazał że jesteśmy całkowicie zdrowi.

Polska krajem wybranym, wolnym od koronawirusa

A po Włochach pojawiły się inne przypadki w Europie. Polska oczywiście była zieloną wyspą i jako kraj wybrany, chroniony przez modlitwy wiernych miał zostać oszczędzony. I kolejne memy oraz dla kontrastu objawy paniki i niesprawdzone plotki, że Rząd ukrywa przed nami setki zarażonych.

Ale dalej nie było potwierdzonego przypadku, więc jak tylko pojawił się, to jakie były komentarze ludzi? „No w końcu!”, „nareszcie przyszedł”, „witamy w Polsce”. Żenujące prawda? Zwłaszcza w obliczu tego, że podczas kiedy piszę ten tekst mamy już 2 ofiary śmiertelne… A testów dla wszystkich z objawami jak nie było tak nie ma. Tylko osoby, które miały kontakt z osobami zarażonymi, lub powracające z krajów z ogniskami epidemii mają możliwość przebadania się.

Koronawirus zamknął mój żłobek

Mam żłobek i punkt przedszkolny. Z niepokojem słuchałam konferencji i poleceń żeby zamknąć placówki oświatowe.  Ale wiecie, co jest najzabawniejsze w tym „poleceniu”?  Że żłobki nie są placówkami oświatowymi!!! Punkt przedszkolny owszem, ale nie żłobek. Kiedy próbowałam uzyskać opinię w Gminie, dostałam informację że to organ prowadzący podejmuje ostateczną decyzję (czyli ja). Cudowna perspektywa – nie ma mnie w rozporządzeniu, nie wiadomo jaka spoczywa na mnie odpowiedzialność, a media jak zaklęcie powtarzają że Rząd zamknął żłobki, przedszkola i placówki oświatowe. No to proszę, żeby ktoś mi pokazał w którym miejscu jest fragment o żłobkach. Jest tylko zalecenie zamknięcia, a nie zarządzenie.

Jak dba Rząd o przedsiębiorców?

Mam ochotę napisać: „nie chcę o tym rozmawiać, bo się denerwuję”. Otóż na razie nijak. Są jakieś pomysły, ale czy one wejdą w życie to nie wiadomo. I wszyscy są zabezpieczeni; pracownicy, rodzice dzieci dostając zasiłek, ale właściciele placówek mają dalej ponosić 100% kosztów, bez gwarancji że klienci zapłacą (mimo, że zobowiązuje ich do tego umowa, oraz kodeks cywilny) i bez gwarancji rekompensaty.

Jestem pewna, że 26 marca dalej będziemy objęci kwarantanną. Nie wierzę, że pozwolą dzieciom wrócić do placówek. Co wtedy? Co z klientami, płynnością finansową, co z pracownikami? Czy umorzą nam podatki i ZUS? Czy dostaniemy rekompensatę na każde dziecko, tak żebyśmy mogli obniżyć czesne? Moja jedyna odpowiedź: buahahahahahahahhaahahha, taaaaak, z pewnością…

Czy Rząd działa poprawnie z zakresie epidemii koronowirusa?

Nie mam pojęcia. Czy się nie spóźnił z decyzjami o zamknięciu granic? Możliwe, że tak. Czy wyciągnął wnioski po Włoszech? Myślę, że dopiero dzisiaj… Ale bardzo się z tego cieszę, bo jednak głupota ludzka nie zna granic. Na jednej z grup na fb, padło pytanie czy mimo epidemii ludzie planują pojechać w odwiedziny do rodziny na Wielkanoc i zgadnijcie co? Zdecydowana większość odpowiedzi była taka, że oczywiście, że pojadą, bo święta powinno się spędzać razem. SERIO? Tylko że następne spotkanie może być na pogrzebie seniorów w rodzinie. A przepraszam… pogrzeby będą odwołane.

To czego kompletnie, ale to kompletnie nie rozumiem, to w obliczu tak wielkiej tragedii jaka nas teraz dotknęła globalnie, Rząd dalej boi się zamknąć kościoły. Problem w tym, ze w tych kościołach jest ich elektorat, więc niedługo może się okazać, że ups… troszeczkę się on zmniejszy. Nie, to nie jest śmieszne – to jest realne.

Czy to co się dzieje w sklepach jest normalne?

Kolejny raz odpowiem, że nie mam pojęcia. To pierwszy raz, kiedy musimy się zmierzyć z taką sytuacją. Nie ufamy w rezerwy rządowe, nie ufamy, że epidemia szybko się skończy, a mamy instynkt samozachowawczy, którzy nakazuje gromadzić zapasy. Nie będę oceniała innych ludzi. Nie będę heheszkować. Chociaż jak zobaczyłam wózek wypełniony spirytusem, to parsknęłam śmiechem.

Ja nie miałam odwagi pojechać na zakupy do Auchan, Lidla czy Biedronki. Nie dlatego, że bałam się zarażenia, ale jako osoba która nienawidzi zakupów, stanie godzinę w kolejce jest ponad moje siły. Pojechałam do hurtowni chemicznej, żeby zaopatrzyć żłobek, oraz do sklepu osiedlowego, gdzie kupiłam absolutnie wszystko.

Z racji tego, że cierpię na insulinooporność /KLIKNIJ jeśli nie wiesz co to jest/ to muszę jeść produkty pełnoziarniste, więc akurat makaronu i ryżu basmati mam sporo. Ale z innych rzeczy mam trochę passanty pomidorowej, warzyw i mrożonek. W sumie nawet nie wiem, co mogłabym jeszcze kupić, żeby nie skończyła się data przydatności do spożycia.

Smutkiem napawały mnie zdjęcia pustych półek i wyrywania sobie papieru toaletowego z ręki, albo zabierania go prosto z palet. Ale mimo wszystko, nie będę oceniać.

Czy boję się tego, co będzie po epidemii?

Tak. Już teraz wiemy, że gospodarka światowa ucierpi, że wiele biznesów upadnie, że wiele osób straci pracę. Do końca nikt nie wie, kiedy epidemia się skończy. Nikt nie wie jak to wpłynie na podejmowanie decyzji o chociażby wyjazdach, bo ludzie mogą się dalej bać (albo nie bać i nie wiem co jest gorsze).

Dołącz do naszej zamkniętej grupy dla fajnych kobiet /KLIKNIJ żeby dołączyć/

Ja wiem, że bardzo dużo stracę finansowo, ale wiecie… mając do wyboru zdrowie i życie, pieniądze są mało istotne. Moje umiejętności pozwolą mi poradzić sobie zawodowo. Wierzę w to, że epidemia skończy się szybciej niż płynność finansowa, ale jestem przygnębiona że muszę się zmagać z odpowiedzialnością za w sumie kilkadziesiąt osób.

Czyja to wina, że koronawirus się u nas pojawił?

Ludzi?… To raczej oczywiste. Wirus skądś uciekł, lub został wypuszczony. A potem hulaj dusza, piekła nie ma. Beztroska podróżujących była porażająca. Do tej pory moi znajomi jeżdżą na nartach i opalają się pod palmami… Jeżdżą być może zarażeni na Bali, gdzie kompletnie nie ma służby zdrowia zdolnej udźwignąć epidemię. Uważają że skoro wydali majątek na wakacje to chociażby mieli po nich zginąć to pojadą! Całe szczęście, że zamknęliśmy granice i teraz Ci którzy wracają, będą objęci obowiązkową kwarantanną.

Obserwuj mnie na Instagramie /KLIKNIJ/

W Korei Południowej zarażona kobieta poszła na dwie msze i zaraziła kilkaset ludzi. Ciekawe kiedy polski Rząd wyciągnie z tego wnioski…

Włosi tak celebrowali la dolce vita, że pomimo kwarantanny pętali się po ulicach i zarażali wzajemnie. Brawo!

Mam nadzieję, że zdamy ten egzamin. Nasz pierwszy egzamin w życiu z odpowiedzialności zbiorowej. I naprawdę #zostańwdomu

Dziewczyny, jeśli uważacie że ten wpis komuś może pomóc, to wrzućcie ten wpis na swoją tablicę, udostępnijcie, puście w świat. /KLIK/ Dziekuję <3