Dlaczego nauczyciele są biedni? Kwestia systemu, czy mentalności?

Rozwój zawodowy
zarobki nauczycieli 2019

Mimo, że od strajku i jego zawieszenia minęło już trochę czasu, cały czas myślę o wszystkich postulatach, oczekiwaniach nauczycieli i tego jak zostali zignorowani przez rząd. Mam sporo przemyśleń związanych z zarobkami nauczycieli, komentarzami które pojawiały się pod wszystkimi artykułami na ten temat i nie daje mi spokoju to, dlaczego tak bardzo wykształceni ludzie, z tyloma specjalizacjami zarabiają tak mało.

Ostatni artykuł, w którym dowodzę, dlaczego nauczyciele powinni pracować osiem godzin, spotkał się z ciepłym przyjęciem /KLIKNIJ tu jeśli nie czytałaś, albo w okienko poniżej/. Tylko osiem, to znaczy, że zamiast brać papiery do domu i siedzieć po nocach uzupełniając dane, lepiej to wszystko mieć oficjalnie na papierze i w ewidencji czasu pracy. A po wyjściu ze szkoły cieszyć się czasem np. z rodziną.


Dlaczego nauczyciele są biedni?

Wpadła mi ostatnio w ręce książka Roberta Toru Kiyosaki pt. „Bogaty ojciec, biedny ojciec” i o ile sam sposób jej napisania wzbudza we mnie odruchy podobne do tych, które miałam w dzieciństwie podczas jedzenia owsianki, to kwintesencja jest bardzo mądra. Ludzie z założenia kształcą się po to, żeby zdobyć pracę. A to jest błąd taktyczny. Im lepsze wykształcenie, tym lepsza praca? Teoretycznie tak, ale to musi się przekładać na bezpieczeństwo i poczucie, że wiedza da ci możliwość sprawienia, że pieniądze będą pracowały na ciebie. Jakie są zarobki nauczycieli?

Teoretycznie, jeśli nauczyciel skończy jeden kierunek studiów i np. będzie miał uprawnienia do pracy w przedszkolu to zarabia kwotę X. Jeśli zrobi drugi kierunek, a potem kolejne dwie podyplomówki (np. z logopedii i oligo)  to powinien zarabiać X + Y + z + z. Czyli każde studia, które podnoszą jego kompetencje powinny sprawiać, że pensja wzrośnie o jakiś procent.

A to kompletnie nie ma zastosowania w naszym systemie edukacji, chyba że mówimy o tym, że nauczyciel jest zatrudniony w kilku szkołach, na kilka etatów i jest na dobrej drodze, żeby wykończyć się fizycznie i psychicznie.

Przeinwestowanie nauczycieli  w swoją edukację

Jak to jest, że system wymaga od nauczycieli, żeby uzupełniali studia, robili kursy, bo inaczej  stracą uprawnienia, ciągle inwestowali środki finansowe w swoją wiedzę, a nie daje nic w zamian? Ale trzeba się też zastanowić w drugą stronę. Jeżeli nauczyciel wie, że nie zarobi więcej niż kwotę X, to dlaczego robi te kolejne pięć podyplomówek? Będzie miał więcej obowiązków, będzie oczywiście łakomym kąskiem dla pracodawcy, ale nie dostanie więcej pieniędzy.

Dołącz do naszej zamkniętej grupy dla fajnych kobiet /KLIKNIJ żeby dołączyć/

W takiej sytuacji trzeba rozważyć potencjalne korzyści zanim się rozpocznie kolejne studia i odpowiedzieć sobie na pytanie „po co?”. Po co to robisz? Żeby się bardziej potem frustrować? Czy dostaniesz jakiś awans? Czy zamiast nauczycielem zostaniesz (no właśnie kim?) dyrektorem szkoły? Nie! Dalej będziesz nauczycielem z wprawdzie bogatszym cv, ale który będzie łatał dziury w wakatach, bo „po co nam trzech pracowników, skoro możemy mieć jednego, za to  wykonującego obowiązki wszystkich?”.

Nauczyciele mają syndrom sztokholmski

Mam w swoim otoczeniu nauczycieli pracujących w państwówkach. I mam wrażenie, że wszystkich dotknął syndrom sztokholmski. Od lat narzekają na zarobki, na współpracowników, na uczniów. Od lat kończą kolejne kierunki, które nic im nie dają, a na pytanie „dlaczego nie znajdziesz pracy w innej placówce np. prywatnej?” oburzają się i mówią, „tu mam stabilność pracy, a tam nie wiem czy po miesiącu mnie nie zwolnią”. Nie, no pewnie… lepiej tkwić w czymś, co nie daje nam satysfakcji, niż zaryzykować lepsze warunki. Brawo…

Obserwuj mnie na Instagramie /KLIKNIJ/

Jedną z bliskich osób, która ma niesamowitą wiedzę i mnóstwo uprawnień, od lat namawiam na otworzenie własnego gabinetu terapeutycznego dla dzieci. To wszystko co teraz robi za śmieszne pieniądze (w porównaniu do jej wiedzy i umiejętności), mogłaby robić na własny rachunek. Jestem pewna że miałaby komplet klientów, a jej zarobki wzrosłyby czterokrotnie.

Jak to się dzieje, że nauczyciele nie wykorzystują swojego potencjału?

Ostatnio zastanawiałam się, ile rzeczy mogłabym robić (i robię) po swoich studiach i podyplomówkach. I wychodzi na to, że mnóstwo. Nigdy nie zamykałam się w schemacie, że skoro skończyłam zarządzanie, to zostaje mi tylko praca w jakimś korpo. Mam dwie specjalizacje: zarządzanie przedsiębiorstwem i zarządzanie zasobami ludzkimi, jestem trenerem, prowadziłam zespoły sprzedażowe i dział sprzedaży, robiłam i organizowałam szkolenia. A teraz mam żłobek i przedszkole. Całą swoją wiedzę wykorzystałam do tego, żeby stworzyć dochód pasywny, który z założenia zarabia na mnie. Dzięki temu nie muszę pracować u kogoś.

Mówię o tym dlatego, żeby pokazać że z wiedzą jaką mają nauczyciele, można zrobić mnóstwo rzeczy, nie tylko uczyć w szkole czy przedszkolu. Podam przykłady z życia moich znajomych.

Wyjdź ze schematu szkolnego i wykorzystaj swój potencjał

Dziewczyna, która jest pedagogiem i psychologiem założyła platformę, na której pomaga mamom. Wykorzystuje swoją wiedzę i potencjał do propagowania pozytywnego wychowania. Robi szkolenia on – line, webinary, pisze artykuły.

Była nauczycielka języka polskiego Ilona, ma świetny blog parentingowy /KLIK/ i swój talent literacki wykorzystuje do pisania artykułów. Acha… blog na którym zarabia zapewne kilkanaście razy więcej, niż zarabiała w szkole. Ponadto organizuje konferencje dla influencerów.

Mój kolega, który jest matematycznym geniuszem założył firmę, w której udziela korepetycji. I nie, nie pracuje w szkole i nie jest to jego dodatkowa praca po lekcjach. Ma tyle poleceń, że musi odmawiać nowym chętnym. Inwestuje w narzędzia pracy, np. ma laptop do korepetycji on – line. Sam decyduje ilu będzie miał uczniów, a lekcji może udzielać nawet pod palmą, o ile jest tam Internet.

Zastanów się, co ty możesz zrobić ze swoją wiedzą

Ja cię absolutnie nie namawiam, żebyś rzuciła pracę nauczyciela, pedagoga i zaczęła robić coś innego. Ja cię namawiam do tego, żebyś się zastanowiła dlaczego robisz, to co robisz. Czy praca z dziećmi to jest marzenie twojego życia? Jeśli tak, to wszystko w porządku. Ale jeśli kiedyś wydawało ci się, że bycie nauczycielem to jest „coś”, a teraz rzeczywistość zepchnęła cię w przepaść, to wykorzystaj te lata studiów i zastanów się kto może skorzystać na twoich umiejętnościach.

Teraz jest wielki szał na e -booki, możesz minimalnym nakładem kosztów napisać np. poradnik dla rodziców. Jeśli jesteś terapeutą, trenerem SI, psychologiem możesz wydać kompendium z ćwiczeniami, zabawami, poradami jak podchodzić do bardziej wymagających dzieci. Coś co będzie pasywnie zarabiało na ciebie. Możesz pisać artykuły na różne specjalistyczne portale. Naprawdę mnóstwo rzeczy przychodzi mi teraz do głowy.

Jak ci się nie podoba praca, to ją zmień

Pewnie pamiętasz ten argument z komentarzy pod artykułami o strajku. Pojawiał się chyba najczęściej. Ale w końcu nie po to zostałaś nauczycielem, żeby ją zmieniać. Zgodzisz się ze mną? Powinnaś się zgodzić tylko wtedy, jeżeli to jest prawda i kochasz pracę w szkole/ przedszkolu. I nie wyobrażasz sobie siebie nigdzie indziej. Ale nie dlatego, że „nigdzie indziej nie znajdę pracy”!

Moja kuzynka jest nauczycielką angielskiego, a teraz planuje otworzyć w Meksyku biuro podróży, w którym będzie obsługiwać turystów z Polski. Dlaczego? Bo może! Bo nikt jej najwyraźniej nie powiedział, że nauczycielem jest się do końca życia.

Nauczyciel też człowiek

Mam wrażenie, że kiedyś, dawno, dawno temu, ktoś zaszufladkował nauczycieli i wmówił im, że do niczego innego się nie nadają. Że jak już skończyli studia pedagogiczne, humanistyczne to już koniec. Szkoła i przedszkole na wieki będą ich przeznaczeniem. I ci nauczyciele panicznie boją się zmienić branżę. Na logikę; jeśli wiem że żadne kolejne pedagogiczne podyplomówki nie zmienią mojej sytuacji materialnej, to może zrobię zarządzanie w oświacie. A  jeśli nie mam predyspozycji do zarządzania, to może mam zdolności plastyczne i pójdę na grafikę/ projektowanie itp. Kolejna moja koleżanka zajęła się dogoterapią. Ale równie dobrze nauczyciel może być świetnym handlowcem, jeśli lubi kontakt z ludźmi i wzbudza zaufanie.

Nie przywiązuj się do tytułów i nie myśl, że skoro tyle czasu i pieniędzy zainwestowałaś, to musisz już w tym tkwić. Podobnie jak ludzie, którzy kupili bilet do kina, zostają do końca seansu bo żal im pieniędzy, pomimo że film jest kiepski. A mogliby zamiast tego pójść na spacer… Taka mentalność.

Nauczycieli zaraz w ogóle nie będzie

Jedno jest pewne; jeśli kochasz swoją pracę nauczyciela to walcz o swoje i będę cię wspierać, jeśli rzeczywiście we wrześniu strajk zostanie wznowiony. Ale jeśli robisz to bo wydaje ci się, że tylko to możesz robić, to mam nadzieję że tym wpisem pokazałam ci, że jest inaczej. Obecna młodzież zapewne poszła już po rozum do głowy i widząc wasze postulaty strajkowe na pewno nie będzie się pchała drzwiami i oknami na studia pedagogiczne, bo wszyscy chcą być doceniani i żyć godnie.

Zatem za 5 – 10 lat nie będzie w ogóle nauczycieli, a część z obecnych przejdzie na emeryturę. Wtedy jestem pewna, że rząd znajdzie pieniądze na wasze pensje. Trzymam za was kciuki!

Dziewczyny, jeśli uważacie że ten wpis komuś może pomóc, wesprzeć, to wrzućcie ten wpis na swoją tablicę, udostępnijcie, puście w świat. Dziekuję <3

Jeśli podoba Ci się wpis to zapraszamy na facebook /KLIK/ i Instagram /KLIK/